Hmmm... Nie wiem, po co piszę bloga, pewnie i tak go nikt nie czyta. Już miałam iść spać, ale jakoś mi się nie chce. Ciągle się nad czymś zastanawiam, ale nie wiem, nad czym... Chyba nad wszystkim. Nad przyszłością, przeszłością, a przecież powinna mnie obchodzić tylko teraźniejszość. Jeszcze całkiem niedawno pisałam blogi o miłości. I to całkiem poważne. Teraz wydaje mi się to dziecinne. Nie blog o miłości, tylko to, co pisałam. Jest 23:06. Chyba sobie jeszcze poczekam ze spaniem i będę spała jak zabita, a jutro obudzę się o wpół do dwunastej. Lubię nie spać do późna, bo wtedy śpię lepiej... W ogóle lubię dobrze spać i kiedy mi się coś śni. No właśnie... Zjawisko snów... Interesująca sprawa... Niektórzy nie lubią koszmarów. A ja lubię, jak śni mi się cokolwiek, co jest ciekawe. Albo straszny koszmar, bo wtedy zauważam, jakie życie jest fajne, albo coś fajnego, bo wtedy mam natchnienie do marzeń, a przy okazji może napiszę jakiś wiersz... Hmmm... Może poszperam w necie i poszukam jakiś fajnych fotek, obrazków... Wszystko lepsze od nudy, nie...?
Hmmm... Wszędzie są zakochani... A ja przed chwilą pisałam, że nawijanie o miłości jest dziecinne xD
Hmmm... Co można napisać o dzisiejszym dniu? Na pewno nic ciekawego, bo minął tak, jak prawie każdy dzień w tegoroczne ferie. Całe dnie siedzę w domu przed telewizorem albo przed komputerem i ciągle coś jem. Teraz to może będę mniej jadła, bo jest post, ale mogłabym chociaż poczytać książkę. Przygotowuję się teraz do konkursu z polskiego. Doszłam do wojewódzkiego etapu i szkoda by było teraz zawalić. Ale za nic nie chce mi się czytać książek. Tak sobie myślę, że ja cały czas przygotowuję się do jakiegoś konkursu. Mogliby dać mi w tej szkole spokój... W ciągu całych ferii były tylko trzy dni, kiedy się coś działo. W pierwszy dzień zimowych wakacji byłam na drugiej już naszej dwuosobowej imprezce. Później kuzyn zabrał mnie i takiego kuzyna, co jestem jego ciocią na kulig. No i przedwczoraj byłam u Zuzy na próbie do tego szkolnego Mam Talent. Wracając do tych naszych dwuosobowych imprezek, pewnie nie wiecie, na czym one polegają. No więc na samym początku muszę zaznaczyć, że pierwsza imprezka była najlepsza. Tańczyłyśmy do Afromental przez cały wieczór. W tym czasie kilka razy przewrócił się śmietnik, co nas tak rozśmieszyło, że też się przewróciłyśmy... Dalszego przebiegu ''śmietnikowej akcji'' nie będę opisywać. Później chyba od tego tańczenia byłyśmy pijane, więc zachwycałyśmy się Wojtkiem Wozzo. Zuzi się nie dziwię, ona od dawna go ''lubi'', ale niepokoi mnie to, że piałam na niego, jakby był nie wiadomo jaki... Na samym końcu było karaoke... Udawałyśmy, że występujemy w Must Be The Music i śpiewałyśmy razem z Afromental. Zuza oczywiście udawała tylko Wozzo, a ja musiałam udawać Korę, Elę Z. i Adama Sztabę. A później jeszcze Justina ''Bejbera''. Na drugiej imprezce z liczbą osób dwóch, były ciastka, cukierki, niestety, było mało żelków, a bez żelków nie możemy żyć ;( Zuza nawet cichaczem wypiła colę, czego jej nie było wolno, bo miała chore gardło. Później posiedziałyśmy na kompie, zżarłyśmy kisiel i chyba Zuza zaczęła coś gadać o jakiś niestworzonych rzeczach. To jej powiedziałam, że opowiem o jej WYBRYKACH <śmiech>. Chodziło o tą colę. I wtedy ona, chyba pijana, zaczęła coś gadać o jakimś Wielkim, latającym Stefanie i kaczkach. Ale chyba nie była do końca pijana, bo też się z tego śmiała i jeszcze kojarzyła, gdzie jest. Później poszłyśmy potańczyć. I wyobraźcie sobie, że na środku pokoju odstawiłam taki megataniec, że sama się śmiałam. Powiedziałam do Zuzy:''Tego nie pobijesz, mała!'' Na to ona:''Właśnie, że pobiję!'' Pomachała trochę rękami i chyba chciała się obrócić, kiedy nogi poszły jej do góry i wypakowała się na podłogę. To wyglądało, jak w filmach. Zaczęłyśmy tak się śmiać, że chyba usłyszano nas w Chinach. Położyłam się na podłogę i skuliłam się ze śmiechu. Wiem, że Zuza to czyta, więc nie będę pisać o niej strasznych rzeczy, takich jak na przykład to, że... hmmm... nic mi nie przychodzi do głowy. To chyba dobrze ;P A przedwczoraj na próbie napisałyśmy list od takiego jednego z naszej klasy do takiej gościówki, że ją kocha. To brzmiało mniej więcej tak (oczywiście napisane bazgrołami):
Droga [jej imię]!
Pewnie mi nie uwieżysz, ale jestem w tobie zakochany. Przepraszam, że cię wyzywam, ale to poto, żeby nie pomyśleli, że się zakochałem. Bo jestem w tobie zakochany. Chcę z tobą chodzić (tutaj było dużo śmiechu, bo ja się spytałam, czy po mleko xDxD). [jego imię i nazwisko]
Specjalnie zrobiłyśmy błędy ortograficzne i językowe, żeby było, że to on napisał. Zgniotłyśmy kartkę w kulkę. Kiedyś na lekcji ten koleś się wypryskał perfumami tak mocno, że prawie się udusiłam. A dlatego, że się nie lubimy, nie zawahał się przed tym, żeby i mnie wypryskać MĘSKIMI perfumami. Pożyczyłam od Oli dezodorant (damski) i chciałam zabić ten zapach, ale zrobił się jeszcze gorszy. I w ramach zemsty popryskałam jego tymi damskimi, więc jechał strasznie. Ale i tak został mi w pamięci ten okropny zapach. I kiedy pisałyśmy ten list, Zuza wpadła na pomysł, żeby popryskać go perfumami. I, na nasze szczęście, jej tata ma te same perfumy, co on... Przez tą moją traumę byłam pewna, że to na pewno te... Hyhyh... Ale jesteśmy wredne :) List pachniał tym kolesiem. O taaak. Na pewno. A może śmierdział tym kolesiem? Tak, śmierdział. No więc, po tak dalekim odjechaniu od tematu ferii, wracam do niego, mówiąc, że jutro zapowiada się ten czwarty ciekawy dzień. Zuza przychodzi i może zrobimy coś fajnego. Napiszę jutro...
I teraz jedź do schroniska i wybierz tego JEDNEGO, którego zabierzesz do domu... Dla Ciebie to radość - będziesz mieć nowego psa. Dla nich to walka: Kto zrobi dziś najsmutniejsze oczy? Kto dostanie przepustkę do szczęścia? Dla kogo z nich zacznie się nowe życie?
Dlaczego nienawidzimy Justina Biebera? Ja nie jestem jego jakąś zwariowaną fanką, ale nie mam powodów, by go nienawidzić. Co on takiego nam zrobił, że ma tyle antyfanów? Za co go tak nie znosicie? Za wygląd? Za to, że jest sławny i bogaty? A może po prostu nie możecie przełknąć tego, że komuś udało się spełnić marzenia? Nie myślałam, że ludzie potrafią być tak płytcy i zawistni. Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie Justin Bieber i jego superowskie życie, bo uważam, że nie jest ono wcale takie super. Myślę, że Justin w tej swojej forsie, gadżetach, samochodach zagubił siebie i jest zupełnie inną osobą. Nie mogę powiedzieć, że na pewno, bo nie znałam Justina Biebera osobiście przed i w czasie jego kariery. Ale jestem ciekawa, czy on jeszcze umie rozróżnić przyjaciół. Bo na pewno są tacy prawdziwi przyjaciele JUSTINA, ale na pewno znajdą się tacy, co są tylko przyjaciółmi WIELKIEJ GWIAZDY. Justin Bieber wydał jedną płytę, po czym od razu zrobiło się o nim głośno. Tą jedną płytą zdobył to, na co inni artyści pracują ciężko przez całe życie. Wydaje się, że Justin osiągnął szczyt swojej kariery. Mam na ten temat inne zdanie. Chłopak po prostu ma szczęście. Nie chcę, żebyście pomyśleli, że mu tego szczęścia zazdroszczę. Nie. Nie wiem, czy dobrze zrozumiecie tę przenośnię, ale myślę, że Justin Bieber po prostu wleciał na szczyt, o którym mówiłam swoim prywatnym samolotem. Na jego miejscu nie byłabym szczęśliwa ze świadomością, że to, co mam dostałam tak po prostu, w prezencie od szczęścia. Wiem, że tej kariery nie może zatrzymać, czy zwrócić losowi. Ale zanim Justin zaczął gwiazdorzyć, powinien pomyśleć: ''Dostałem szansę. Teraz ja dam coś od siebie światu''. Justin nie uważał, że dostał coś od życia, tylko że to on wciąż daje coś światu. A może Justin już to wie, tylko nie wie, co ma zrobić? A może to wszystko go już przerosło? Może myślał tak, jak każdy z nas, że sława jest fajna? Że miło mieć tysiące fanek, które są gotowe zrobić wszystko dla autografu? Może się przeliczył? Sława i pieniądze psują. Wskażcie mi gwiazdę, która dla pieniędzy nie jest gotowa pokazać dupy fotografowi pierwszego lepszego magazynu, a wtedy może zmienię zdanie. Bo jestem prawie pewna, że taki Justin Bieber tam, w środku nie ma takiego uśmiechu, jak na zdjęciach, a jak najbardziej mu tego życzę...
Hmmm... Czy wy też macie swoje piosenki, które sprawiają, że kompletnie odlatujecie? Kiedy słucham czegoś wolnego, o miłości czuję, że właśnie przy tej piosence poznam tego jedynego. Tak właśnie czuję się, gdy słucham ''Everytime We Touch'' Cascady,''California King Bed'',''A Milion Miles Away''Rihanny czy ''The one that got Away''Katy Perry. Najwięcej ulubionych piosenek napisał mi Bruno Mars (Marry You, It Will Rain, Talking To The Moon, Lazy Song, Just The Way You Are, Grenade itd). Jego głos po prostu zwala z nóg. A kiedy słyszę It Will Rain... Nie da się tego opisać. I jeszcze jak śpiewa ''Don't just say, goodbye'' tak wysoko to mi dreszcze przechodzą. A kiedy słyszę coś ostrego, niegrzecznego, z melodią, która sprawia, że też taka jestem, wtedy totalnie mi odwala i mam ochotę wejść na scenę w 3-centymetrowej mini, powydzierać się do jakiegoś rockowego kawałka, pomachać włosami i powiedzieć światu: ''Teraz moja chwila sławy!!!''. Jedną z takich piosenek jest ''I Kissed A Girl''Katy Perry. Wtedy czuję, że nawet mogłabym zrobić to, co ona śpiewa, bo mogę wszystko. Jednak żeby zrozumieć piosenkę, muszę zobaczyć teledysk. Uważam, że teledysk to najważniejsza część piosenki, bo pokazuje wszystko, czego słowa i muzyka nie pokażą: ruchy, gesty, wyraz twarzy... I nawet, gdyby piosenka była po chińsku, teledysk pokazuje, o czym ona jest.
Hej, to mój blog;P Może zacznę od przedstawienia się. Nazywam się Agata Judyta, w przyszłości jeszcze Joanna. Nazwiska nie będę pisać, ale powiedzmy, że nazywam się Laczek. Śmieszne nazwisko, ale nie jakieś wymyślne. Może być, nie...? Ok, no więc na tym blogu będę pisać wszystko, co mi przyjdzie do głowy, od czasu do czasu będę dodawać jakieś filmiki, obrazki, zdjęcia, muzę i tym podobne ''duperele''. Miałam kiedyś dwa blogi o miłości, dwa pamiętniki, dwa o zwierzętach, ale niektóre skasowałam, do niektórych zapomniałam hasła i nazwy. Do ponownego założenia bloga namówiła mnie koleżanka, której kiedyś poleciłam e-blogi. Tego bloga trzymałam na wszelki wypadek pustego, gdybym kiedyś potrzebowała nowego bloga i nie chciałoby mi się zakładać. Ok, to może teraz zainteresowania. Interesuję się muzyką. Czasem śpiewam przed lustrem, albo na spacerze, jak nikt mnie nie widzi, albo z koleżanką na naszych dwuosobowych imprezach. Taaaak, Zuza jest od śpiewania. Kręci mnie też taniec, którego czas jest zawsze w wakacje. Wtedy przyjeżdża wnuczka mojego sąsiada, która całkiem fajnie tańczy. I wtedy od lipca do sierpnia mamy taki wycisk, że we wrześniu do szkoły ledwo idziemy. No, ja na pewno, nie wiem, jak ona. Po prostu super się z nią tańczy. Mamy własne kroki i ulubione piosenki. Robimy razem najbardziej idiotyczne, niebezpieczne i zwariowane rzeczy. Ooo, Paulina jest od tańczenia, na pewno. Jest jeszcze taka jedna, z którą od kilku lat nie gadam, bo jest trochę dziwna i obrażalska. Wśród moich znajomych jest znana (dzięki mnie, oczywiście) jako ''taka, co się wychrzaniła i poszła do domu''. Mogłabym opowiadać, o co chodzi z tym wychrzanianiem się, ale to długa, długa historia. No więc wracając do moich zainteresowań, interesuję się też pisaniem wierszy, co też jest związane z Zuzą. Przygotowujemy się do Szkolnego Mam Talent. Inaczej się to nazywa, ale na podobnych zasadach. Można pokazać swój talent, a jak się wygra to chyba się wystąpi przed szkołą, ale nie wiem, bo jeszcze nie mówili. No więc nietrudno się domyślić, że ta tym konkursie co najmniej połowa ludzi będzie śpiewać lub na czymś grać. Ale chyba mało kto będzie czytał wiersze, więc jeśli pod uwagę jest brana oryginalność, mamy szanse. Niestety, nasz pokaz może trwać tylko trzy minuty. Na próbie u Zuzy liczyłyśmy sobie czas czytania wierszy, ale Zuza za Chiny nie może się zmieścić w jej połowie czasu. Musiałyśmy trochę skrócić jej wiersz, ale i tak nie starczy czasu, więc trochę przeciągniemy to czytanie. Jeśli chodzi o moje inne zainteresowania, to lubię zwierzęta, moim ulubionym przedmiotem w szkole jest j. polski, uwielbiam gapić się na gwiazdy i księżyc w nocy, kocham i wręcz nie mogę żyć bez czekolady, moje ulubione lody to czekoladowe, nie jem fast foodów, ale frytki się nie liczą. Ok, więcej o mnie dowiecie się, czytając bloga, bo jeśli miałabym napisać wszystko teraz, w jednej notce, to całe wieki by mi to zajęło. Ok, teraz skopiuję swoją notkę, bo jestem pewna, że jak będę chciała ją dodać, to mnie wyloguje...